Wjechaliśmy na górę, stok powitał
nas pięknym śniegiem, temperaturą minus dwanaście stopni i sporą ilością
narciarzy kierujących się w stronę Hali Gąsienicowej. Przeszliśmy przez grzbiet
w stronę trasy prowadzącej ze szczytu do Kotła Goryczkowego. Dalej nartostrada
prowadziła do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Zapięliśmy klamry i ruszyli
w dół. Jechałem trochę wolniej i obserwowałem Dagmarę. Poruszała się płynnie i
gracją, kręcąc po stromym stoku. Spod nart co chwilę tryskały pióropusze
śniegu. Dość szybko pokonaliśmy stromiznę, po drodze wyprzedziłem dziewczynę i
pierwszy zatrzymałem się u podnóża góry. Po kilku sekundach Dagmara stanęła
obok.
- Dawno
zaczęłaś jeździć? – Zwróciłem oczy na zgrabną sylwetkę towarzyszki.
- Od
drugiego roku studiów, czyli jakieś osiem lat temu.
- Pięknie
jeździsz – pochwaliłem.
- Miałam
dobrego instruktora – uśmiechnęła się promiennie. – Mój były mąż mnie nauczył.




