poniedziałek, 29 maja 2017

Sarna


Oślepiające światło, przesuwający się szybko szpaler drzew i nagle cień umykającej zwierzyny. W tej samej sekundzie cały świat zawirował i zapadła kompletna ciemność... Ostatnie, co zapamiętała, to nogi sarny nad szybą samochodu.
 
Słyszała głosy, ale nic nie widziała. Chciała otworzyć oczy, lecz coś jej przeszkadzało. Spróbowała ruszyć ręką, jakiś ciężar nie pozwalał, a przez bark przebiegła iskra piekielnego bólu, aż jęknęła.
– Chyba wraca do nas. – Dotarły do niej słowa jakiejś kobiety. – Nareszcie.
– Ma szczęście -  usłyszała męski głos, dziwnie znajomy, ale nie mogła zidentyfikować właściciela.
– Jakie szczęście? Nic nie rozumiem... – z trudem wyszeptała niewyraźnie i ponownie zapadła w mrok.
 
* * *
 
Wszystko zaczęło się pięć lat wcześniej, w lecie, po maturze. Jako prezent za dobrze zdane egzaminy i zdobycie miejsca na Akademii Sztuk Pięknych z drugą lokatą, rodzice zafundowali Monice wyjazd do Chorwacji na rejs jachtem ze swoimi znajomymi.
Dziewczyna kochała żeglarstwo, rok przed maturą zdała egzamin na sternika. Propozycja rodziców bardzo ją ucieszyła, szczególnie że dobrze znała całą rodzinę, z którą miała spędzić ponad dwa tygodnie. Już dawno marzyła o morskim żeglowaniu po błękitnych wodach Adriatyku. Miała nadzieję na wspaniałe dwa tygodnie.
 
Do Splitu Monika z Kasią i jej rodzicami poleciała samolotem w piątek rano. Brat Kasi Robert ze swoim przyjacielem Markiem, studentem piątego roku medycyny, mieli dojechać samochodem z bagażami dopiero późnym wieczorem. W południe przejęli jacht – trzydziestostopową „Bavarię”. Kapitan Kazimierz z żoną Justyną zajęli kabinę na rufie, a dziewczyny szybko zadomowiły się w przedziale dziobowym. Chłopcom pozostawili miejsce w mesie, stanowiącej równocześnie salon i jadalnię z kącikiem kambuzowym. Dwie hundkoje pod kokpitem pozostały wolne.
Monika zastanawiała się, jak teraz wygląda Robert, ponieważ od ostatniego spotkania z nim minęło już sporo czasu, ponad dwa lata. Z niecierpliwością czekała na jego przyjazd, jako że od dawna podkochiwała się w studencie, ale on zupełnie nie zwracał na nią uwagi.
Chłopcy dotarli po południu, nawet szybciej, niż zamierzali, gdyż warunki na drodze pozwoliły jechać sprawnie i bez żadnych przeszkód. Szybko przenieśli bagaże na jacht. Monika kilkakrotnie zerkała ukradkiem na Roberta, uśmiechając się. Nie brakowało również okazji do „przypadkowych” dotknięć. Poruszyło to Roberta, który dotychczas nie zauważał dziewczyny. Zaczynał widzieć w niej interesującą, młodą kobietę.
Jeszcze tego samego popołudnia zdążyli zrobić zakupy na kilka dni. W ramach opłaty za jacht mieli darmowy postój w Splicie, Dubrowniku i Rijece, w częściach marin przeznaczonych dla firmy czarterowej. Postanowili nie wypływać na noc, szczególnie że zamierzali trochę zwiedzić Split, jedno z ciekawszych miast na wybrzeżu Adriatyku.
Pod wieczór Monika usiadła w kokpicie z blokiem rysunkowym na kolanach. Słońce powoli opadało do linii horyzontu, odbijając się czerwonawym blaskiem od tafli spokojnego morza, miejscami marszczonego przez delikatną, wieczorną bryzę. Zapatrzona w ten widok, przelewała go na papier. Nagle jakaś łódka, przepływając przez smugę światła, zasłoniła pomarańczową tarczę, zawieszoną nisko nad linią oddzielającą wodę od nieba. Ręka z ołówkiem błyskawicznie, kilkoma kreskami, uchwyciła ten moment – żagle na tle zachodzącego słońca.
– Pięknie ci to wyszło! – Kasia zachwycała się. – Chciałabym tak umieć.
– Jakoś mi tak samo wyszło – odparła skromnie. – Lubię rysować, najczęściej samym ołówkiem.
– Powinnaś studiować malarstwo albo rysunek.
– Właśnie zdałam na ASP, mam nadzieję, że jeszcze się dużo nauczę. Na razie to tylko takie tam... próby...
– Ależ to jest niesamowite, wierz mi!!! – Kasia podziwiała szare i czarne kreski na białym tle. – Na pewno jeszcze niejeden ekscytujący widok uwiecznisz podczas rejsu.
– Może...
– Chcesz piwo? Powinno już się schłodzić.
– Tak, poproszę. – Monika oderwała wzrok od zachodzącego słońca.
 
Postać Kasi znikła w zejściówce, a po chwili ukazała się ponownie, z puszką w ręku.
– Proszę. – Podała rysowniczce napój.
–Dzięki! Chłodne piwo nie jest złe w taki gorący wieczór. A gdzie reszta towarzystwa?
– Rodzice poszli na spacer po porcie, a chłopcy też gdzieś zniknęli, pewnie chcą popróbować miejscowych drinków w którejś z okolicznych knajpek.
Słońce już całkiem schowało się za morzem, tylko jaśniejszy odblask na wodzie zdradzał, po której stronie. Pierwsze gwiazdy zamrugały nad masztem. Z oddali dziewczyny słyszały przytłumione dźwięki muzyki, grającej gdzieś poza najbliższym otoczeniem mariny.
Kazimierz zarządził pobudkę koło ósmej i po śniadaniu wszyscy zeszli na ląd. Prawie w samym porcie, nad wodą znajdował się wspaniały zabytek Pałac Dioklecjana, który chcieli zobaczyć.
Monika przez cały czas obserwowała Roberta, opowiadającego ze znawstwem o rezydencji, która została zbudowana na przełomie trzeciego i czwartego wieku. No, ale to wydawało się oczywiste, że jako student architektury musiał się uczyć o różnych budowlach, ich historii, konstrukcji i rozwiązaniach techniczno-architektonicznych. Nagle dostrzegła, że Robert, opowiadając, przez cały czas patrzy na nią, jakby mówił specjalnie do niej. Serce zaczęło mocniej bić i przestała na chwilę oddychać. Zobaczyła wbite w nią najpiękniejsze oczy na świecie, ciemnobrązowe, prawie czarne. Było w nich pożądanie pomieszane z czułością i radością. Wyobraziła sobie, jak obejmują ją silne, męskie ramiona. Przez ciało przebiegł dreszcz podniecenia, a między udami poczuła wilgoć. Żołądek skurczył się jak zaciśnięta pięść. Ledwo utrzymała się na nogach.
– Słabo ci? – zapytała Kasia, zaniepokojona nagłym drżeniem koleżanki.
– Nie... tylko twój brat popatrzył tak na mnie... i utonęłam w jego oczach – odpowiedziała cichym głosem.
– Tylko uważaj! Zmienia dziewczyny dwa razy w roku. – Kasia przekornie uśmiechnęła się do niej.
– Widocznie żadna nie była tą, na którą czeka. – Monika odzyskała równowagę, a przynajmniej udawała, że tak jest, bo w dalszym ciągu odczuwała skurcz w żołądku.
– Może i masz rację... Zresztą sama zauważyłam to jego spojrzenie. Na żadną tak nie patrzył.
Po południu całe towarzystwo poszło na plażę, kamienistą jak prawie całe wybrzeże Adriatyku. Robert nie spuszczał oczu z Moniki. Jego też trafiło. Choć widywał ją od czasu do czasu, zawsze uważał za małą dziewczynkę, która jest koleżanką siostry. Jeszcze nie wiedział, że to pokrewna dusza, bo przecież architektura i rysunek to zbliżone dziedziny, ale coś go w niej urzekało. Może te błękitno-zielone oczy, w których zobaczył zachwyt budowlami Splitu; może nieuchwytny zapach feromonów. Sam nie wiedział, dlaczego w momencie skrzyżowania spojrzeń przed południem, w Pałacu tak się zachowała, bo zauważył, że ewidentnie się zmieszała. Teraz podziwiał, z jakim wdziękiem poruszała się w wodzie, pływając wzdłuż brzegu na plecach. Niewielkie piersi, skryte pod białym stanikiem, zmieniały położenie w takt ruchów ramion. Patrzył jak urzeczony, odkrył w Monice młodą, atrakcyjną kobietę. Krew zaczęła spływać między uda, a kąpielówki zrobiły się dziwnie ciasne.
Wstał szybko i wszedł do morza. Nie chciał, żeby ktoś odkrył, jak własny organizm go zdradza. Przyjemnie chłodna woda ostudziła ciało, ale nie umysł. Pływając, ciągle miał przed oczami obraz szczupłej blondynki w białym bikini. Nawet nie spostrzegł, jak zbliżył się do obiektu swoich myśli, dopiero dźwięczny głos przywołał go do rzeczywistości.
– Uważaj! – Dobiegł go okrzyk.
– Przepraszam – odpowiedział – zamyśliłem się.
– Pewnie płynąłbyś tak i płynął, nie zauważając, że oddalasz się od brzegu, a szkoda by było, żebyś się utopił. – Uśmiechnęła się, pokazując białe ząbki.
– Naprawdę!? A komu? – Udał zdziwienie, patrząc jej prosto w oczy.
– A może mnie... – przekomarzała się wesoło.
– Nie wierzę! Ale miło słyszeć, że ktoś mnie choć trochę lubi. – Podjął grę. – Śliczna jesteś w tej wodzie.
– Dziękuję! – Zarumieniła się. – A ty dobrze pływasz, widziałam!
– A tam, dobrze, utrzymuję się na wodzie i tyle... –  zbliżył się do Moniki i przejmując inicjatywę, złapał ją za rękę.
Poczuł, że dziewczyna drgnęła, jakby poraził ją prąd. Przyciągnął, objął i zatopił wzrok w błękitno-zielonych oczach. Odgarnął mokre włosy z czoła. Nie uciekła przed nim, nawet mocniej przywarła do torsu Roberta, a ich usta spotkały się w pierwszym pocałunku - początkowo nieśmiałym, ale z każdą chwilą bardziej namiętnym. Smakowali się nawzajem.
– Gdzie ja miałem oczy? – zapytał chłopak, gdy przerwali dla nabrania powietrza.
– Ślepy byłeś, bo widywałeś mnie dość często...
– Widywałem, ale nie widziałem, zawsze miałem ciebie za małą dziewczynkę...
– Dorosłam – odcięła się z filuternym uśmiechem, wysunęła z jego ramion i odpłynęła w stronę brzegu.
– Zaczekaj!!! – Zaczął gonić Monikę, rozpryskując wodę zamaszystymi ruchami.
Zdyszani dopadli do brzegu i usiedli obok siebie na dużym, jasnym kamieniu, przez cały czas trzymając się za ręce. W milczeniu obserwowali drobne fale, rozbijające się z delikatnym szumem o małe otoczaki na brzegu. Reszta towarzystwa już dawno wróciła do portu, więc na plaży zostali sami.
W głowie Moniki myśli galopowały z prędkością światła. Oczywiście, spore zgrubienie w kąpielówkach Roberta nie uszło jej uwagi. Dotychczas nie miała żadnych doświadczeń seksualnych, może poza jakimiś drobnymi pieszczotami z dawnym chłopakiem, ale to było rok przed maturą. Wiedziała, że inne koleżanki spały ze swoimi partnerami, ale jeszcze nie czuła takiej potrzeby. Sama czasem dopieszczała się, ale tylko sporadycznie. Całą energię kierowała na zdanie matury i przygotowanie do egzaminu na Akademię Sztuk Pięknych. Dopiero teraz, kiedy zobaczyła Roberta, poczuła chęć nawiązania bliższego kontaktu, nawet bardzo bliskiego. To uderzyło ją niesamowicie mocno, ale zarazem nie bała się tego uczucia. Nagle zapragnęła go jako mężczyzny, partnera życiowego i przyjaciela. Wszystko naraz... zadrżała.
– Co się stało? – Robert złapał ją mocniej za rękę, równocześnie drugą objął drobne ciało.
– Nie... nic.. – odparła cicho.
– Przecież czuję... – szepnął miękko, prosto do ucha dziewczyny. – Powiesz mi?
– Nie wiem... to jest nierealne, niemożliwe, żeby było prawdą. – Przytuliła się mocno do siedzącego obok.
Robert zwrócił twarz w stronę Moniki i uważnie spojrzał w oczy. Nagle pochylił się i dotknął jej warg swoimi ustami. Oddała pocałunek z siłą, jakiej się nie spodziewał. Przywarła do niego całą sobą. Oczekiwała od niego tego pierwszego kroku, teraz już nic nie mogło jej powstrzymać. Wszystko dookoła przestało istnieć, tylko ona i on, nawet twarde kamienie im nie przeszkadzały. Trwali tak przez kilkanaście sekund, języki mocno walczyły o to, który wtargnie do ust przeciwnika. Dopiero jak zabrakło im powietrza, oderwali się od siebie.
– Do dziś widziałem w tobie tylko małą dziewczynkę, a w międzyczasie dorosłaś – Robert wydyszał te słowa prosto w usta dziewczyny. – Co było, to już nieważne, właśnie zrozumiałem, że cię kocham. I na ciebie czekałem...
– Ja jeszcze nie wiem tego na pewno, ale jak nasze spojrzenia trafiły na siebie w Pałacu Dioklecjana, to dotarło do mnie, że bardzo mi się podobasz, zatkało mnie... – wyszeptała cichutko. I dodała, jakby przerażona tym, co się wydarzyło. – Już późno, wracajmy na jacht.
Wstali z nagrzanych słońcem kamieni i wolno, trzymając się za ręce, wracali w stronę portu, przystając co chwilę na krótkie pocałunki. Na pokładzie czekała na nich kolacja.
Po posiłku Kasia przysiadła w kokpicie obok Moniki.
– Długo was nie było – zaczęła. – Oczy ci promienieją. Wydarzyło się coś...?
– Musieliśmy chwilę porozmawiać – odpowiedziała, czując, jak jej policzki płoną czerwienią.
– Tylko mi nie mów, że zakochałaś się w moim bracie! – Z przekornym uśmiechem Kasia odwróciła twarz w stronę koleżanki.
– A właśnie, że tak się stało... chyba... – odparła poważnie. – Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Znam go już tyle lat... Jak ci już powiedziałam, utonęłam dziś w jego oczach. I to na dobre. A tam, na plaży, Robert powiedział, że jestem tą, na którą czekał, którą pokochał.
– Widzę, że mocno cię wzięło. – Kasia spoważniała.
– Wiesz, dotychczas nie myślałam o chłopakach, zdawałam maturę, egzaminy i całkiem nie tęskniłam za nimi. Teraz też myślę, że jest jeszcze za wcześnie, ale z drugiej strony, rzadko trafia się ktoś taki, co to nagle zbija cię z tropu, powoduje drżenie kolan...
Uznając rozmowę za zakończoną, wstała i poszła do kabiny po szkicownik i zaczęła rysować port ze stojącymi przy pomostach jachtami i motorówkami, pięknie oświetlonymi pomarańczowymi promieniami zachodzącego słońca. Mimo, że ołówek biegał po papierze, wiernie oddając widok przystani, myśli Moniki ciągle krążyły wokół tego, co wydarzyło się na plaży. Popatrzyła na kartkę i doszła do wniosku, że wystarczy, obrazek jest gotowy. Wzięła czysty arkusz i nakreśliła ludzką głowę, bezwiednie nadając jej rysy Roberta, takie jak zapamiętała w trakcie rozmowy na plaży. Z tego arkusza spoglądała na nią uśmiechnięta twarz młodego człowieka, z radosnymi oczami i delikatną bruzdą na czole.
– Ty chyba masz fotograficzną pamięć. – Z zadumy wyrwał ją głos należący do tegoż właśnie młodego człowieka.
– Nie patrz, to jeszcze nie skończone. – Niezadowolona zasłoniła portret ręką. Nie lubiła, gdy ktoś oglądał jej pracę w trakcie tworzenia.
– Proszę, pokaż mi. – Delikatnie odsunął jej dłoń.
W milczeniu przyglądał się twarzy, która widniała na szkicu. Objął ramię rysowniczki i przytulił jej głowę do policzka. „Jak mało o niej wiem, wyrosła na piękną dziewczynę. A przy tym bardzo uzdolnioną plastycznie” – myślał. – „Co siedzi w tej główce?”
Ten gest sprawił, że nie mogła się na niego pogniewać. Postanowiła zejść do portu na mały spacer.
– Przejdziesz się ze mną...? – nieśmiało zaprosiła Roberta.
– Z tobą zawsze – zgodził się z uśmiechem. – Pooglądamy jachty w porcie.
Złożyła przybory, zaniosła do kabiny. Naciągnęła bawełnianą koszulkę, z rozmysłem nie zakładając pod nią stanika. Razem zeskoczyli na pomost. Zapadał zmierzch i na zacumowanych łodziach zaczęły pojawiać się światła. Słyszeli odgłosy przytłumionych rozmów. Wąska uliczka poprowadziła ich nieco w górę i z tej perspektywy port wyglądał bajecznie – małe ogniki bulajów znaczyły miejsca postoju poszczególnych jednostek, równocześnie kreśląc mapę portu. W oddali widzieli kolorowe światła nawigacyjne pokazujące wejście za falochron. Po chwili wszystko znikło za wzgórzem, a po drugiej stronie zobaczyli teraz już szare morze, rozjaśnione resztkami promieni słońca, skrytego tuż za horyzontem. Uliczka kończyła się maleńkim placykiem na szczycie, a dalej, w dół, prowadziła wąska ścieżynka, wydeptana w suchej trawie. Panowała kompletna cisza. Tu nie dochodziły odgłosy portu i miasta, a morze, gładkie jak lustro, nie wydawało żadnego szumu. Znaleźli miejsce, w którym natura uformowała trawiaste zbocze w stopnie, tworzące małą ławeczkę. Usiedli w milczeniu. Monika z ufnością oparła głowę na ramieniu chłopaka, a ten objął ją i przytulił do siebie.
– Ale tu spokojnie i cicho – szepnęła.
– Nawet woda spokojna, jak rzadko – odpowiedział również szeptem – jakby wszystko było zawieszone gdzieś w przestrzeni.
W dole, po gładkiej tafli przesuwał się oświetlony jacht, z ledwie słyszalnym brzęczeniem silnika. Monika ciągle myślała o tym, co poczuła dzisiaj do Roberta; co Kasia powiedziała o bracie. Nie była jeszcze całkiem gotowa na miłość, to wszystko działo się bardzo szybko, jak dla niej, zbyt szybko... a równocześnie serce podpowiadało jej, że chłopak jest tym, na którego czekała. Bała się i chciała... ale sama jeszcze nie wiedziała czego. Zapragnęła dać mu sygnał, że nie jest jej obojętny. Znajome drżenie w podbrzuszu pojawiło się ponownie. Podniosła głowę i pocałowała chłopaka. Chwyciła go za rękę i położyła ją na piersi.
Robert zareagował na ten ruch ze sporym zdziwieniem, ale i zadowoleniem. Pragnął tego samego, ale bał się, że spłoszy dziewczynę, czekał na sygnał z jej strony. Delikatnie zamknął w dłoni niewielką, kształtną półkulę, czując pod ręką przyspieszone bicie serca. Zrobiło mu się ciasno w szortach. Zaczął lekko masować piersi dziewczyny. Brak stanika tylko ułatwiał dostęp, brodawki stwardniały pod dotykiem. Usłyszał przyspieszony oddech. Przywarli plecami do naturalnego oparcia z trawy. Robert całował Monikę po szyi, ramionach i znów w usta, rozgniatając wargi. Nie mógł uwierzyć w szczęście, które samo przyszło do niego pod postacią tej młodej kobiety.
Siedzieli obok siebie na ciepłej ziemi. Dziewczyna nieśmiało muskała podbrzusze chłopaka. Bała się, lecz chciała dotknąć członka. Nakryła go dłonią. Z każdą sekundą przez cienki materiał spodni wyraźnie wyczuwała, jak pulsując, rośnie i sztywnieje. Robert drgnął i mocniej zacisnął palce na piersi. Kobieta jęknęła bezwiednie, a ręka mocniej objęła przyrodzenie, delikatnie masując. Świadomość, że ma w dłoni twardą męskość, a na piersi dłoń mężczyzny spotęgowała podniecenie. Wystarczyła chwila, by młodzi ludzie osiągnęli prawie równoczesny orgazm. Monika wygięła się na moment i opadła na miękkie podłoże. W tym samym momencie poczuła skurcze penisa pod dłonią.
Stracili rachubę czasu, nie wiedzieli, jak długo siedzieli przytuleni na tej naturalnej ławeczce.
– To było cudowne... – szepnęła Monika.
– Ćśśś... nic nie mów. – Robert objął ją i czule pocałował. Pozostali na miejscu jeszcze kilka minut, tuląc się do siebie bez słów.
Objęci, wolno wrócili do portu. Tam okazało się, że Kasia z Markiem poszli do małej knajpki na piwo, a na pokładzie zostali Kazimierz z Justyną. Siedzieli w kokpicie, popijając miejscowe wino, które okoliczni mieszkańcy przynosili do portu w dużych butlach i sprzedawali po trzy euro za litr. Zaproponowali młodym po kieliszku trunku, ale dziewczyna podziękowała i zeszła pod pokład., a Robert został z rodzicami.
Monika położyła się na koi. Mocno przeżywała zdarzenie ze spaceru. Jej myśli krążyły wokół pieszczot na wzgórzu. Czy dobrze zrobiła, dając sygnały inicjujące zbliżenie. Dotychczas całą uwagę skupiała na nauce, płeć przeciwna zbytnio jej nie interesowała. Dzisiejszy poranek w Pałacu Dioklecjana, skrzyżowane spojrzenia i skurcz żołądka uzmysłowiły jej, że oprócz szkoły, matury czy studiów istnieje też realny świat, a wieczorny spacer z Robertem odkrył w niej potrzebę miłości i przyjemność z intymnej bliskości dwojga ludzi. Przeżyła dziś taką radość z pieszczot, jakiej jeszcze dotychczas nie zaznała. Zapragnęła czegoś więcej. Przeczuwała, że z Robertem może przeżyć swój „pierwszy raz”. Co więcej, chciała tego właśnie z nim.
 
* **
 
Marek z Kasią zdecydowali się na spacer po Splicie. Niedaleko portu znaleźli mały pub, który oferował różne rodzaje piwa. Zamówili po kuflu chłodnego, czeskiego Urquella. Chłopak cały czas obserwował dziewczynę. Podobała mu się jej żywiołowość i ciągły uśmiech na twarzy. Ta młoda kobietka po prostu wpadła mu w oko. Zastanawiał się tylko, czy ona też będzie chętna na bliższą znajomość.
Usiedli przy małym stoliku w ogródku, skąd roztaczał się widok na port i okoliczne wzgórza. Słońce kończyło już swoją wędrówkę po niebie, dotykając widnokręgu. Z każdą minutą przybywało światełek, zapalanych na łodziach, a na wzniesieniu po południowo-wschodniej stronie błyskała latarnia morska, sygnalizująca położenie wejścia do mariny.
– Tego mi było trzeba po tym gorącym dniu – Kasia z zalotnym uśmiechem zwróciła się do Marka, kosztując chłodnego, złocistego napoju.
– Mnie też... – odparł odwzajemniając uśmiech.
Przez chwilę rozmawiali luźno o rejsie, mieście i jego zabytkach. Wreszcie rozmowa zeszła na bardziej osobiste tematy.
– A ty, co robisz? – zapytał chłopak.
– Za rok zdaję maturę, a potem jeszcze nie wiem dokładnie. Mam rok na myślenie, ale coś związanego z historią, bo to mnie interesuje najbardziej. Może archeologia, lubię poznawać dawne dzieje. Jak rozwijał się świat, jak żyli ludzie przed wiekami – dziewczyna snuła marzenia o swojej przyszłości.
– To jest fascynujące. Szkoda, że na medycynie nie mam zbyt wiele czasu na dodatkowe zainteresowania. Może później, bo historia też mnie pociąga.
– I co, na imprezy też brak ci czasu? – zapytała z udaną powagą.
– Rzadko mam na to czas. Może w przyszłym roku to się zmieni, bo będzie mniej zajęć na uczelni.
Po takiej odpowiedzi Kasia zamyśliła się. Wpadł jej do głowy szalony pomysł – postanowiła poderwać Marka, przynajmniej na czas rejsu, a co stanie się w przyszłości, to już inna sprawa. Nigdy nie brakowało jej odwagi w inicjowaniu kontaktów z chłopakami,  nie istniały dla niej ograniczenia. W dość krótkim okresie zdążyła już zdobyć pewne doświadczenie z płcią przeciwną. Pierwszy raz kochała się ze swoim chłopakiem mając szesnaście lat i pomimo bólu z tym związanego, zachowała dobre wspomnienia. Później już było dobrze, a nawet bardzo dobrze. Seks sprawiał Kasi dużą frajdę. Od dwóch miesięcy nie spotykała się z nikim i zatęskniła za tymi przyjemnymi przeżyciami. Marek stanowił dobry cel. Niedaleka przyszłość zapowiadała się niezwykle ciekawie, a nadchodzące dni pokażą, czy dziewczynie uda się zrealizować swoje pragnienia...

Oceń to opowiadanie:
{[['']]}

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz