środa, 5 kwietnia 2017

Akcja ratunkowa cz. III Dwie pary

Po wspólnym rejsie, z końcem lipca wrócili do Warszawy. Kuba zajął się pracą, zaplanowane wcześniej spotkanie przyniosło jego firmie duży kontrakt. Przez kilka dni, które zostały Beacie do wyjazdu z matką, widywali się codziennie po pracy. Ciągle byli spragnieni dotyku i bliskości, wciąż nienasyceni sobą. Dziewczyna dopiero przy Kubie poznała, jak wygląda prawdziwa miłość. Leżąc wieczorem w łóżku, snuła fantazje, jak to będą się kochać, gdy już na stałe zamieszkają razem. Na samą myśl o tym robiło jej się mokro między udami. Po pierwszych nocach, spędzonych z nim w lipcu, wiedziała, że może liczyć na nieskrępowane igraszki; że Kuba jest otwarty na różne formy seksu. Przy nim odkryła ciągłe pożądanie; odkryła, że seks może dać wiele radości,  o czym przekonała się w trakcie tych prawie dwóch tygodni na „Osesku”. Bała się tylko jednego – jak rodzice przyjmą pomysł przeprowadzki do chłopaka.
W piątek, przed wylotem do Tunezji, została u niego na noc. Prawie wcale nie spali, tak trawiło ich pożądanie. Kochali się kilkakrotnie, na różne sposoby. Dopiero o świcie zasnęli dosłownie na parę godzin. Rano dziewczyna musiała wracać do domu, ponieważ wczesnym popołudniem odlatywała na zaplanowaną wycieczkę. Umówili się jeszcze na wspólny, kilkudniowy rejs „Oseskiem” w połowie sierpnia. Zamierzali popłynąć na jezioro Nidzkie, gdzie nie dociera zbyt wielu żeglarzy, a jest też kilka ładnych, cichych zatoczek z dobrym dojściem dla łodzi. Postanowili na ten wypad zaprosić poznane w lipcu, młode małżeństwo Ewę i Bartka. Jeszcze nie przypuszczali, jakie będą następstwa tego wspólnego pływania.
Dwunastego sierpnia rano Beata wróciła z Tunezji, opalona na brązowo pod tamtejszym słońcem. Po południu przyjechała do Kuby, który nie mógł doczekać się ukochanej. Ledwo zamknęła za sobą drzwi jego mieszkania, natychmiast przywarła do jego ust, stęskniona wielodniową rozłąką, a ten przycisnął ją do siebie. Poczuła twardy członek wbijający się w brzuch, a jej krocze już spływało wilgocią. Wygłodniali seksu wprost zrywali z siebie ubrania, znacząc nimi drogę do sypialni. Spleceni w uścisku padli na łóżko, całując się zapamiętale. Beata naprowadziła penisa na wejście do rozgrzanego i gotowego wnętrza. Kuba wbił się natychmiast w mokrą pochwę, od razu do samego dna. Poruszał biodrami szybko i głęboko. Tęsknota i podniecenie, spowodowane długą rozłąką nie pozwoliło im zbyt długo czekać na spełnienie. Po kilku minutach dzikiego galopu wytrysnął w jej wnętrze gorącą spermą. Ona osiągnęła szczyt chwilkę później, krzycząc i wijąc się po pościeli. Jeszcze długich parę minut leżał na niej, ciężko dysząc jak po długim biegu.
-         Wykąpiesz się ze mną? – zapytała Beata, gdy powrócili do rzeczywistości. – Mam chęć na wspólną kąpiel.
-         Jasne, z wielką przyjemnością – odparł – już idę napuścić wodę.
W mieszkaniu Kuby łazienkę stanowiło spore pomieszczenie z dużą, trójkątną wanną w rogu, w której swobodnie mogły kąpać się dwie osoby, oraz osobną kabiną prysznicową. Chłopak odkręcił gorącą wodę i wlał trochę pachnącego jaśminem płynu pod strumień. Utworzyła się piana, w którą zanurzyli rozgrzane seksem ciała. Leżeli tak chyba z kwadrans, odpoczywając po szalonej miłości. Beata przywarła plecami do torsu chłopaka, a on pieścił jej piersi, śliskie od piany. Niedługo poczuła, jak penis, przy niewielkiej pomocy z jej strony, odzyskuje wigor, twardnieje i zagnieżdża się między pośladkami, przyjemnie ocierając drugą dziurkę. Uniosła lekko biodra i pomagając sobie ręką, wolno opuściła się na niego, pozwalając wejść w ciasny otwór. Miednicą wykonywała powolne ruchy, a Kuba delikatnie muskał opuszkami palców łechtaczkę, czasem naciskając mocniej. Tak połączeni doczekali się równoczesnego, bardzo spokojnego, ale głęboko przeżywanego, orgazmu.
Po kąpieli usiedli przy stole i zjedli kolację, przygotowaną wcześniej przez Kubę. Leżąc już w łóżku, snuli plany na wieńczące sezon żeglowanie po Mazurach w końcu miesiąca. Jeszcze raz przeżyli wspaniały seks, po którym wtuleni „na łyżeczkę” usnęli. Ale nie dane im było spokojnie przespać całej nocy. Pożądanie wzięło górę i nim nastał ranek, połączyli się w miłosnych zapasach jeszcze dwukrotnie.
Sobota powitała kochanków deszczem i wiatrem świszczącym w uchylonym oknie sypialni. Nie wstając z pościeli, jeszcze raz oddali się we władanie zmysłom. Tym razem w pozycji „69”.
-         To było najmilsze przebudzenie od dawna – oznajmiła Beata swojemu lubemu.
-         Tak może być częściej – odparł – jak już tu zamieszkasz.
-         Jeszcze nie wiem, jak zareaguje tata, bo z mamą już rozmawiałam, jak byłyśmy na wycieczce. Trochę ją to poruszyło, ale powiedziała, że musi cię poznać. No, i stwierdziła, że jestem już dorosła i niczego mi nie może zabronić. Z ojcem może być trudniej, bo jest cholernie zazdrosny o swoją córeczkę.
-         Spróbuję go przekonać. – Kuba uśmiechnął się do niej. – Może nie taki diabeł straszny.
-         Dzisiaj jest sobota, może przyjdziesz do mnie wieczorem? – zaproponowała. – Będzie czas spokojnie pogadać.
-         Dobrze, z przyjemnością – zgodził się. - Chętnie poznam twoich rodziców. A teraz poleż sobie jeszcze pod kołderką. Idę zrobić kawę.
Po śniadaniu pojechali do sklepu kupić butelkę dobrej whisky dla ojca Beaty, a dla matki wielki bukiet róż. Beata pojechała do siebie, a Kuba postanowił jeszcze trochę się przespać.
Po południu chłopak wybrał się do domu swojej ukochanej, gdzie został powitany bardzo ciepło. Z rozmów z córką rodzice znali pobieżnie groźną, lipcową przygodę z deską na jeziorze, ale musiał sam wszystko jeszcze raz dokładnie opowiedzieć. Po długiej naradzie, w której wzięli udział wszyscy zainteresowani, rodzice Beaty doszli do wniosku, iż mogą zaufać Kubie i oddać ukochaną córeczkę pod jego opiekę. Chłopak obiecał, że zadba o nią i że jej nauka ma być na pierwszym miejscu.
W środę, siedemnastego sierpnia, wcześnie rano pojechali do Piasek z Ewą i Bartkiem. Wspólnie postanowili popłynąć na koniec jeziora Nidzkiego, gdzie Kuba znał zatoczkę z piaszczystym zejściem do wody i trawiastą polanką, osłoniętą od strony lądu gęstwiną krzewów i lasem. Jednak na początku pożeglowali na Śniardwy, gdzie wylądowali na małej wysepce w południowej części akwenu. Pogoda w sierpniu bywa różna, często chłodna i deszczowa, ale tym razem rozległy wyż wschodnioeuropejski zapewnił im słońce, lekkie wiatry i ciepłą wodę w jeziorze, umożliwiającą codzienną kąpiel. Z parą niedawno poznanych żeglarzy zaprzyjaźnili się zaraz pierwszego dnia.
Goście, w drodze wyróżnienia, otrzymali kabinę dziobową, a Beata z Kubą zajęli rozkładaną, podwójną koję w głównej mesie. Wieczorem, gdy młodsza stażem para ułożyła się do snu, zza cienkiej ścianki doszedł rytmiczny hałas i kobiece jęki. Małżonkowie, nie krępując się obecnością sąsiadów, dawali głośny wyraz swojej miłości. Słysząc te odgłosy, Beata spojrzała na Kubę z szelmowskim uśmiechem, sięgnęła ręką do członka swojego chłopaka i pieszcząc go, całowała ukochanego po całej twarzy i szyi. Nie pozostał obojętny na taką zaczepkę i zsunął dziewczynie spodnie od pidżamy, równocześnie palcami drugiej ręki szczypał jej brodawki, które natychmiast stwardniały, jak małe kamyczki. Dziewczyna pochyliła twarz nad rosnącym penisem i wzięła do ust nabrzmiałą żołądź. Ssała i lizała trzon na całej długości. W kilkanaście sekund wyprężył się i był gotowy do działania. Kuba ułożył kochankę nad sobą. Dotarł językiem do łechtaczki, a dwa palce włożył do mokrej już pochwy, sięgając daleko w głąb, prawie do sklepienia. Z ust Beaty dobył się stłumiony okrzyk, a z gorącego wnętrza wypłynął strumyk śliskich soków. Kobieta podniosła się i nabiła na sterczącego kutasa. Kręcąc kółka biodrami wyzwalała rozkoszne stęknięcia z ust partnera. Zaczęła mocno go ujeżdżać, dążąc do szczytu. Przestali kontrolować swoje głosy, z każdą chwilą mocniej jęcząc i stękając. Para za ścianą donośnym okrzykiem obwieściła swoje spełnienie. To spotęgowało podniecenie i wyzwoliło potężny orgazm, jednocześnie przeżywany przez młodszych kochanków. Po chwili wszystko ucichło. Przytuleni zapadli w sen.

* * *

Rano promienie słońca, wpadające przez okno w luku pokładowym, oświetliły złote włosy Ewy i obudziły ją. Bartek natychmiast zareagował na poruszenie żony, przygarniając jej ciało do siebie.
-         Dzień dobry – powitał swoją ślubną.
-         Aaaa... Dzień dobry – odpowiedziała, przeciągając się. – Czy my wczoraj nie zachowywaliśmy się za głośno?
-         Myślę, że nie, a sądząc po odgłosach zza ściany, oni też czuli się swobodnie – odparł jej mąż.
-         Rzeczywiście, coś słyszałam – zgodziła się Ewa. - Chyba rozumieją nas.
W pidżamach wyszli przez otwór w pokładzie na zewnątrz i zauważyli pływających współtowarzyszy. Wrócili do kabiny, żeby się przebrać i dołączyli do pary przyjaciół.
Po śniadaniu, korzystając ze wschodniego wiatru, popłynęli na żaglach do Mikołajek uzupełnić zapasy i zjeść obiad w portowej smażalni ryb. Na wyspie spędzili trzy dni, razem żeglując i pływając. Wieczorami siadali w kokpicie z winem lub piwem w rękach, rozmawiając i żartując. Czwartego dnia przenieśli się do ulubionej zatoczki Kuby, na sam koniec jeziora Nidzkiego, po drodze pokonując śluzę Guzianka w Rucianem. W najszerszej części jeziora, w okolicach Krzyży, spotkali jeszcze kilkanaście żaglówek, ale w miarę pokonywania kolejnych zakrętów, akwen pustoszał.
Na miejscu nie było nikogo, w okolicy też nie stał żaden jacht. Zakotwiczyli w zaplanowanym miejscu, cumując „Oseska” do starego, pochylonego drzewa, rufą w stronę lądu. Kuba znał to miejsce z wcześniejszych rejsów. Mało kto zapuszczał się tak daleko, ponieważ jezioro w tym miejscu jest już bardzo płytkie i wymaga od żeglarza sporo umiejętności. Ostatnio dopłynął tu na samym początku lipca, chcąc ochłonąć po rozstaniu z Marzeną. Spędził tu samotne cztery dni w ciszy i spokoju, pływając w prawie krystalicznej wodzie i podziwiając nieskażoną jeszcze cywilizacją przyrodę. Polana porośnięta trawą i gdzieniegdzie krzewami, otoczona lasem od strony lądu, stanowiła piękny i wręcz idylliczny zakątek. Z oddalonej kilka kilometrów wsi nie prowadziła do tego miejsca żadna ścieżka. Wąskie wejście między trzcinami, rozszerzające się przy samym brzegu, pozwalało dobić tu jednocześnie co najwyżej dwu jachtom, stwarzając dogodne warunki do postoju, osłonięte od wiatru i posiadające małą, piaszczystą plażę z czystym zejściem do wody. W lesie rosło trochę malin i czarnych jagód. Rankami słońce nie dokuczało, bo wschodziło za lasem i wysokie drzewa dawały cień prawie do południa. Za to pod wieczór czerwony blask pięknie oświetlał biwak promieniami zachodzącej, pomarańczowej tarczy.
Po zabezpieczeniu „Oseska” Kuba wyciągnął z bakisty w kokpicie stolik z czterema fotelikami i ustawił na trawie pod drzewami, tworząc przytulne miejsce do posiedzenia przy kawie i drinku. Ewa z Beatą przygotowały gorący posiłek na zakończenie miłego dnia. Słońce już zachodziło, gdy wreszcie usiedli, słuchając cichnącego śpiewu ptaków i rozmawiając.
-         Kilka razy już pływałam po Mazurach, ale nie wiedziałam, że są tu jeszcze takie zakątki – powiedziała Ewa, sadowiąc się wygodnie w fotelu, z kieliszkiem wina w ręce. – Tu jest pięknie.
-         Jeszcze niejedno takie znam. – Kuba popatrzył na spokojną taflę jeziora, w której odbijało się zachodzące powoli słońce. - Na przykład wschodni brzeg Buwełna. W lipcu byliśmy tam z Beatą.
-         Ja mam taki ulubiony biwak na Stręglu, niedaleko Węgorzewa – dodał Bartek – tylko że tam rano słońce nie daje pospać. Świeci prosto w stojącą łódkę i grzeje niemiłosiernie. Wyrzuca z kabiny już przed ósmą.
-         Ja dopiero poznaję Mazury z perspektywy turysty-żeglarza – stwierdziła Beata. – Zawsze dotychczas jeździłam na obozy treningowe do konkretnych ośrodków, na ogół głośnych i pełnych ludzi. Nie miałam czasu i towarzystwa na takie swobodne wędrówki.
-         To się teraz zmieni, kochanie. – Kuba popatrzył na nią z miłością. – Będziemy pływać razem, pokażę ci niejedno takie urocze miejsce. Jest ich tu trochę.
-         Macie ochotę na kąpiel przed spaniem? – Bartek rzucił niespodziewanie do przyjaciół. – Już późno, a jutro też jest dzień.
-         Oczywiście – podchwyciła Beata.
-         Ale najpierw posprzątamy – jej chłopak zwrócił się do kolegi – panie przygotowały, to my robimy klar.
Dziewczyny poszły się przebrać, a panowie pozbierali i umyli naczynia. Zanim skończyli, Ewa z Beatą już pływały w jeziorze. Czysta woda zmywała z ich ciał trudy gorącego dnia. Gdy panowie podeszli do brzegu, zauważyli z niedowierzaniem, że obie pływają nago. Nie namyślając się zbytnio, zrzucili spodenki i ruszyli w ich stronę. Popływali chwilę, żartując z zaistniałej sytuacji. Czasem, niby przypadkiem ocierali się o siebie ze śmiechem. Po kilkunastu minutach takiej zabawy wrócili na jacht. Osuszeni i ubrani w pidżamy usiedli jeszcze na pokładzie „Oseska”.
-         Nie gniewajcie się – Ewa chciała się wytłumaczyć. – To był mój pomysł z tą kąpielą bez kostiumów. Bywaliśmy na plażach nudystów, jesteśmy dość otwarci i nagość nie stanowi dla nas problemu.
-         Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie ma sprawy – odpowiedział spokojnie Kuba. – My też razem z Beatą pływamy nago. Ale dotychczas tylko, jak byliśmy sami.
-         Już się poznaliśmy i nie widzę problemu – potwierdziła jego dziewczyna i dodała: – jest jeszcze inna korzyść - nie trzeba potem suszyć strojów, a poza tym lubię tak sobie popływać bez niczego na sobie. Czuję się wtedy całkiem wolna.
-         Jeszcze jedno – powtórnie odezwała się Ewa. – Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam nasz seks. Na pewno wszystko słyszycie za tą cienką przegrodą.
-         Absolutnie nie – zapewniła Beata. – My też uwielbiamy się kochać i trudno byłoby wytrzymać bez tego tak długo.
-         Zagłuszymy was swoimi hałasami – ze śmiechem rzucił wyzwanie Kuba. – Nie krępujcie się.
Ta wymiana zdań otworzyła obie pary na rozmowę o miłości, seksie i fałszywej skromności starszego pokolenia, które udawało, że ten temat nie istnieje. Młodzi ludzie jeszcze dość długo rozprawiali o tym, nim późna pora kazała im iść spać. Dziś już żadna z par nie próbowała nawet zachowywać się cicho. Jeszcze długo w noc „Osesek” kołysał się i rozbrzmiewał jękami i okrzykami rozkoszy.
Następnego dnia żeglarze obudzili się dopiero koło dziesiątej, gdy słoneczko wyszło zza drzew i zalało ciepłem zakotwiczony jacht. Rozpoczęli to przedpołudnie od wspólnej kąpieli nago w jeziorze, już bez skrępowania. Po śniadaniu Kuba zabrał Beatę na długi spacer. Chciał jej pokazać miejsce, gdzie rosły maliny. Mimo, że nastała już druga połowa sierpnia, miał jeszcze nadzieję na znalezienie choć kilku. Mała polanka leżała kilkaset metrów od brzegu. Dojście do niej utrudniały rosnące w poszyciu lasu krzaki jałowca. Zebrali sporą miseczkę pachnących owoców, wystarczającą na poobiedni deser dla wszystkich. Południowe słońce przygrzewało mocno, więc położyli się na miękkiej trawie i wystawili ciała na ciepłe promienie, korzystając z jednej z ostatnich okazji, żeby choć trochę jeszcze się opalić. Tak to na nich podziałało, że znów mieli ochotę na seks. Dziewczyna wsunęła rękę w kąpielówki partnera i zaczęła masaż członka. Ten powoli rósł i twardniał pod jej dotykiem. Kuba sięgnął do zapięcia stanika. Zdjął go jednym ruchem i odrzucił w trawę. Pieścił palcami brodawki, coraz bardziej sterczące, równocześnie drugą ręką zsuwał majteczki. Beata pozbawiła go spodenek i ułożyła się na nim biorąc penisa w usta. Widząc przed twarzą łono ukochanej, chłopak sięgnął językiem między wilgotne już wargi i lizał po całej długości, od szczytu łechtaczki po brązowe słoneczko. Tak się zapamiętali w dawaniu sobie przyjemności, że nie zauważyli nadchodzących przyjaciół. Ci stanęli na skraju polany i obserwowali igraszki pary przez kilkanaście sekund. Takie podglądanie sprawiło, że ich również dopadło nieokiełznane pożądanie. Legli na naturalnie sprężystym dywanie mchu rozpoczynając pieszczoty. Kilkanaście minut później las usłyszał podwójne okrzyki rozkoszy dobywające się z gardeł kochanków. Beata zaskoczona uniosła głowę i zauważyła małżonków oddających się oralnej przyjemności.
-         Nie jesteśmy tu sami – szepnęła do Kuby. – Oni też znaleźli tę polanę.
-         Kto? – zapytał wyraźnie zbity z tropu.
-         Jak to, kto? Ewa i Bartek.
-         Może nas nie widzą. – Chłopak miał jeszcze nadzieję.
-         Wątpię.
Zamilkli, czekając, jak zareaguje druga para. Tamci wstali i wesoło zawołali:
-         Hej!
-         Cześć! – odpowiedzieli zgodnym chórem na powitanie. – Widać, znaleźliście nasze tajne miejsce.
-         Jakie tam ono tajne, idąc lasem usłyszałam wasze głosy – Ewa uśmiechnęła się zupełnie nieskonfundowana. - Po prostu dołączyliśmy do was.
-         Jeszcze nikt mnie nie widział w takim momencie. – Beata wyraźnie speszona sytuacją, jak i własną nagością, wbiła wzrok w ziemię.
-         Nie przejmujcie się tak, przecież wszyscy jesteśmy dorośli i wiemy, jak jest między zakochanymi. Czasem świadomość podglądania innych jest dość podniecająca – Bartek próbował rozładować incydent.
-         Nooo... niby taaak... – ciągle z lekkim zażenowaniem odpowiedziała Beata i zaraz dodała: – Tak naprawdę, to na przyszłość musimy być ostrożniejsi. Chodźcie, wracamy na obiad.
Razem wrócili nad jezioro. Jeszcze przed obiadem wskoczyli do chłodnej wody, odświeżyć się po wycieczce. Po posiłku wszyscy dostali wspaniałą, aromatyczną kawę od Kuby, który specjalnie na tę okazję uruchomił ekspres. Siedząc z filiżankami napełnionymi pachnącym napojem, wspominali z humorem zdarzenie sprzed paru godzin. Rozmowa o wzajemnym „podglądaniu się” bardzo ich zbliżyła. Stali się bardziej otwarci na różne aspekty seksu, nawet poruszyli temat „wielokątów”. Pod wieczór, jeszcze przed zachodem słońca, kolejny raz zanurzyli swoje nagie ciała w czystej i orzeźwiającej wodzie. Pływając, nadal dyskutowali o wspólnym seksie zaprzyjaźnionych par.
-         A może spróbujemy? – Ewa nieśmiało poddała pomysł, który kiełkował już w głowach wszystkich. – Początek już był, choć niezamierzony.
-         Może... – niepewnie zgodził się Kuba. – Musimy to przemyśleć z Beatką.
-         Sprawa pozostaje otwarta, a wy bez pośpiechu zastanówcie się nad tym – stwierdził dyplomatycznie Bartek.
-         Nie wiem, czy jestem na to gotowa... – z lekką obawą dodała Beata.
Jeszcze tej samej nocy, po długiej rozmowie, Kubie udało się przekonać partnerkę. Na początek tylko na seks w obecności drugiej pary, na polanie w środku lasu. Miejsce wydawało się bezpieczne, bo osłonięte i niewidoczne znad wody, ponadto nie miało łatwego dojścia dla osób postronnych.
Następnego dnia po śniadaniu wszyscy poszli opalać się i szukać jeszcze resztek malin w lesie. Doszli do miejsca, w którym wczoraj spotkali się w czasie pieszczot. Rozebrali się do naga, przy czym Beata miała jeszcze lekkie opory, ale Kuba jej pomógł. Wystawili ciała do słońca. Mocno napaleni chłopcy zaczęli nieśmiało pieścić swoje partnerki. Ewa rozkręciła się bardzo szybko i po kilku minutach już siedziała na Bartku. Beata początkowo nie mogła przełamać oporu związanego z obecnością drugiej pary. Jednak po kilkunastu minutach, pod wpływem czułych słówek i pieszczot Kuby, zapomniała o całym świecie i oddała się we władanie pożądania, co spowodowało że srom zaczął ociekać śliską i gorącą wilgocią. Mężczyzna robił jej mocną palcówkę, a ona go intensywnie masturbowała. W pewnej chwili spojrzała w bok, gdzie Ewa głośno ujeżdżała swego męża. Ten widok spotęgował jej chęć na mocne przeżycia. „Wejdź we mnie, natychmiast” prawie wykrzyczała. Poczuła w sobie twardy członek, który dobił aż do samej macicy. Lekki ból, pomieszany z rozkoszą, wyzwolił z jej ust głośny jęk. Opanowało ich tak silne podniecenie, że nie zwracając uwagi już na nic, kochali się intensywnie i szybko, osiągając oszałamiający orgazm, ogarniający oboje w tym samym momencie. Okrzyki rozkoszy obu par rozbrzmiewały naprzemiennie przez długich kilkanaście sekund. Nagle nastała kompletna cisza. Wszyscy, zmęczeni, opadli na trawę. Po długiej chwili, jak na komendę, obydwie dziewczyny równocześnie zaczęły zlizywać mieszankę soków z wiotczejących penisów swoich partnerów. Leżeli tak jeszcze przez długie minuty. Odpoczywali, a przyjemny wiaterek chłodził rozpalone namiętnym seksem ciała. Nie ubierając się, wrócili do „Oseska” i wskoczyli do wody. Dzisiaj już niczego na siebie nie zakładali, paradując nago jak na plaży naturystów. Na tym odludziu czuli się wolni i bezpieczni.
Wieczór tego dnia nastał wyjątkowo gorący jak na drugą połowę sierpnia. Po zachodzie słońca temperatura nie spadła poniżej dwudziestu siedmiu stopni. Wyż kierował do Polski gorące powietrze znad Sahary, nie pozwalając na spadek temperatury nawet w czasie pogodnej, sierpniowej nocy. Siedzieli więc swobodnie na pokładzie jachtu, popijając chłodne piwo i rozmawiając o wydarzeniach dnia. Obie pary, nieskrępowane wzajemną obecnością, pieściły się czule. Nagle Ewa pocałowała niczego nie spodziewającą się Beatę prosto w usta. Ta otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, znieruchomiała, by po ułamku sekundy odwzajemnić pocałunek.
-         Mmm... to całkiem przyjemne – powiedziała zaskoczona wrażeniem. - Zawsze chciałam spróbować, jak smakuje inna kobieta.
-         Nie jestem „bi”, ale kiedyś, nie tak dawno, ciekawość zwyciężyła – tłumaczyła żona Bartka. – Pieściłyśmy się z Karoliną, którą przecież znacie.
-         Kiedyś całowałam przyjaciółkę, to było dawno, krótko i nic nie pamiętam – przyznała się Beata. – Nawet pieściłyśmy nasze cipki.
-         Dziewczyny! Popieśćcie się – naraz, słysząc wyznania partnerek, zgodnym chórem odezwali się panowie. – My sobie z przyjemnością popatrzymy.
-         No... Nie wiem... – ukochana Kuby próbowała się bronić.
-         Zawsze możemy przestać, jak nam się nie spodoba – namawiała ją Ewa.
Dziewczyny zaczęły dotykać nawzajem swoje ciała, rozpalając i tak gorącą atmosferę. Nawet nie spostrzegły, jak penisy ich towarzyszy stanęły wyprężone i gotowe do działania. Pieszczoty stawały się coraz intensywniejsze. Wsunęły palce w miękkie wnętrza i z każdą sekundą intensywniej posuwały swoje pochwy dwoma, a potem trzema palcami, równocześnie całując się namiętnie. Podniecenie rosło i kazało im zmienić pozycję. Ułożyły się w „69”, zanurzyły głowy między uda i lizały łechtaczki, głośno sapiąc i pojękując. Na taki widok panowie sami zaczęli pieścić przyrodzenia.
-         Chodźcie do nas – zawołała Beata.
Chłopcy, nie tracąc czasu, włożyli nabrzmiałe przyrodzenia w ciasne i mokre wnętrza swoich dziewczyn, które nie zmieniając pozycji, dalej lizały najwrażliwsze punkty. To, że wszyscy razem oddawali się przyjemności, tylko podkręcało temperaturę. Stracili kontrolę nad sobą, co zaowocowało błyskawicznym szczytowaniem obu par. Rozległ się krzyk orgazmu, słyszalny chyba na drugim brzegu jeziora, nad którym, na szczęście, nie było nikogo. Osiągnęli go prawie równocześnie. Kobiety łapczywie spijały wylewającą się spomiędzy ich warg spermę pomieszaną ze śluzem, a potem każda umyła językiem penisa partnera przyjaciółki. Leżeli w kokpicie dobrych kilka minut, nie mogąc wypowiedzieć nawet słowa. Po tym krótkim odpoczynku wstali i zanurzyli się w chłodnej wodzie, aby ostudzić rozpalone namiętności.
-         To był chyba największy orgazm, jaki przeżyłam – wyznała Beata, pływając u boku ukochanego. – Odleciałam bardzo daleko.
-         My już kiedyś kochaliśmy się razem z drugą parą, ale tak, jak na polance, obok, a nie razem – dodał Bartek. – Ale taki seks jest niesamowity.
-         Szkoda, że już jutro musimy się zwijać. - Kuba był wyraźnie niezadowolony. – Pojutrze muszę być w firmie, i to bezwarunkowo.
-         To może spotkamy się w Warszawie – nieśmiało poddała pomysł Beata. Widać, spodobały się jej wspólne igraszki.
-         My chętnie – odparła Ewa z błyskiem w oczach.
Następnego dnia od rana zaczęli przygotowywać się do powrotu. Tuż przed zachodem słońca dotarli do portu, gdzie zostały samochody. Pogoda zaczynała się zmieniać, od zachodu nadciągały ciemne chmury, zwiastujące opady deszczu i ochłodzenie. Osłodziło to trochę żal związany z końcem tej, jakże przyjemnej, wspólnej przygody. Jeszcze przenocowali w porcie, żeby nie jechać z przyczepą w nocy. Tym razem już bez ekscesów, zmęczeni intensywnymi przeżyciami ostatnich dni. Przed południem ruszyli w drogę powrotną.
Oceń to opowiadanie:
{[['']]}

środa, 21 grudnia 2016

Spotkanie po latach cz. V


Jeździliśmy sobie przez kolejne dni, codziennie rano udawało mi się dostawać miejscówki na kolejkę. W czwartek po południu, już po powrocie do Kuźnic, wyciągnąłem Dagmarę na spacer. Poszliśmy, podobnie jak wcześniej, drogą w dół, w kierunku Wielkiej Krokwi. Rozmawialiśmy o różnych sprawach. W pewnym momencie zacząłem rozmowę na temat naszego przypadkowego spotkania.
-   Dagmara, posłuchaj, spotkanie ciebie zmieniło cały mój stosunek do kobiet. - Zwróciłem twarz w jej stronę - Dotychczas nie myślałem poważnie o żadnej. Po tych kilku dniach zacząłem patrzeć na to z innej perspektywy. Z tobą chciałbym zostać już na zawsze. Wiem, że to jeszcze za wcześnie na takie deklaracje, ale takie mam uczucia.
-   Mnie też taka myśl przychodzi do głowy. Chciałabym mieć dzieci, ukochanego mężczyznę i spokojny dom – odpowiedziała. - Jak zobaczyłam cię w pociągu, to też mi serce drgnęło. Poznałam cię natychmiast, jeszcze zanim zapytałeś. Tylko udawałam, że drzemię, od razu stanęło mi przed oczami tamto spotkanie sprzed dziesięciu lat. Czekałam na twój ruch. I się doczekałam. To, że mnie zapamiętałeś, utwierdziło mnie w przekonaniu, że jednak nie jestem ci obojętna.
Oceń to opowiadanie:
{[['']]}

piątek, 9 grudnia 2016

Arystokrata XII - opowiadanie autorstwa Violet


Widok rozpostartego wygodnie na kanapie brata z przymkniętymi oczami zadziałał na nią irytująco, ale dopiero gdy dostrzegła Alana w pozycji uległego tuż obok niego, spowodowało, że zagotowała się w sobie. Teraz już wiedziała, dlaczego pomimo wołań jej osobisty się nie pojawił. W momencie, gdy weszła, chciał się unieść, ale dłoń na jego ramieniu stanowczo powstrzymała go. Robert, słysząc, że weszła, nie otworzył oczu, tylko powiedział:
-         Dzień dobry, siostrzyczko. - Wyczuła w jego głosie znużenie, nie wyglądał też najlepiej, był to zapewne efekt tęgiego picia i nieprzespanej nocy.
-         - Rano wstałeś... - powiedziała, siląc się na spokój, ale chłodu powitania nie dało się ukryć - … cóż przygoniło cię do mnie o tej porze?
-         Stęskniłem się za tobą – mówił cicho i sennie, denerwowało ją to, że nawet nie raczył na nią spojrzeć.
Zerknęła na klęczącego swojego osobistego, był napięty i sztywny jak struna.
Oceń to opowiadanie:
{[['']]}

sobota, 22 października 2016

Arystokrata XI opowiadanie autorstwa Violet


-        - Robert! Kocham Cię! - młody mężczyzna, chwiejąc się w różnych kierunkach, parł prosto w kierunku Raysa, który siedział pod ścianą i obracał w jednym ręku butelkę, a w drugim ściskał bat, z którego od czasu do czasu strzelał.
-       -   No to mam przerąbane! – odkrzyknął siląc się na jako taki spokój– Chłopaki, zabierzcie ode mnie tego kretyna, bo mi zaraz nerwy puszczą i nie odpowiadam wtedy za siebie!
-         - No, co źle mówię... – bruneta trochę znosiło z obranego kursu, ale nie zrażał się tym -...zabawa przednia... towarzystwo doborowe... kocham Cię Robson za to... z tobą mogę wszystko... kurwa, nawet świat podpalić...
-         Dobra Kojot, zanim będziesz podpalał świat chodź się napić...
Oceń to opowiadanie:
{[['']]}

sobota, 8 października 2016

Arystokrata X opowiadanie autorstwa Violet


- Fajna, prawda? - Robert wyszeptał mu wprost do ucha, cichutko, wręcz uwodzicielsko.
Poczuł na karku jego ciepły oddech, niemal fizyczne dotknięcie. Zadrżał, nie zauważył kiedy podszedł do niego, zapatrzył się na odchodzącą kobietę. Zahipnotyzowały go jej miękkie, ale energiczne ruchy osoby pewnej siebie, pewnej swojego uroku i wartości, a na dodatek ten czarny, gruby, długi do końca pleców warkocz, bujający się w rytm jej kroków. Była piękna. Obserwował ją na plantacji zza szyby samochodu, wtedy też nie był w stanie oderwać od niej wzroku. Zauważył ją dużo wcześniej niż inni, gdy zjeżdżała na swoim karym koniu. Byli razem jednością, jej czarny strój i maść konia, oraz idealny dosiad, współgrający z każdym najmniejszym ruchem zwierzęcia, tworzyło z nich niezwykłą parę.
Oceń to opowiadanie:
{[['']]}

poniedziałek, 19 września 2016

Arystokrata IX opowiadanie autorstwa Violet


Dojeżdżała do terenów plantacji, które tak naprawdę były wyrobiskami po żwirowniach i niezmierzonymi obszarami  pól na których funkcjonowały kopalnie odkrywkowe. Bardzo dawno temu były tu winnice, hodowano szczepy winogron, z których produkowano wino i z którego słynął ród Raysów, ale w momencie gdy odkryto złoża cennych minerałów, szybko zniknął malowniczy krajobraz niekończących się rzędów winorośli. Powoli też wraz ze zmieniającym się krajobrazem, z sielankowego, pełnego zieleni, spokoju i ciszy, na prawie  księżycowy i głośny, z nieustającym łoskotem ciężkich maszyn,  zmieniał się wizerunek rodziny i jej charakter.  Z plantatorów Raysowie stali się przemysłowcami, a w momencie gdy okazało się, że kopalnie potrzebują ogromnych zasobów ludzkich do pracy wydobywczej, stali się z konieczności również handlarzami żywym towarem.
Oceń to opowiadanie:
{[['']]}

wtorek, 6 września 2016

Arystokrata VIII opowiadanie autorstwa Violet


Balansował na granicy, pomiędzy jawą i snem.

Otworzył oczy, nie był pewny czy słyszał pukanie, czy tylko mu się zdawało.

Kto mógł pukać?

Strażnicy, jeśli coś od niego chcieli, po prostu wchodzili i już. Tutaj nikt nie bawił się w konwenanse.

Zasnął, nie wiedząc nawet kiedy.

Serce waliło jak oszalałe, to był niespokojny sen. O dawna nie spał bez powtarzających się koszmarów, noce były straszne.

Znów śnił to samo, koszmarne wspomnienie stojącej nad nim Wiktorii, z tym jej spojrzeniem, w którym czaiło się narastające podniecenie, a którego źródłem była świadomość absolutnej władzy nad nim.

Rozkoszowała się myślą, że może zrobić z nim wszystko, co tylko zechce.

Kolejny raz słyszał w jej głosie zimną nienawiść i bezsilne szyderstwo, kiedy ją zignorował, kiedy znów nie mogła zmusić go do erekcji.
Oceń to opowiadanie:
{[['']]}